Archiwum wpisów kategorii "Moje treningi"
mar 1, 2012

Wyjście na prostą

Wszystko wskazuje na to, że najgorsze mam już za sobą i mogę się wreszcie skupić na treningach. Jeszcze ostatnie oznaki choroby towarzyszyły mi podczas biegu w Lesznie, ale kiedy piszę te słowa, czuję się o niebo lepiej. To najważniejsza informacja i tego się trzymam. Nie zrażam się nikłym kilometrażem w lutym (całe 42 km) i nie wpadam w panikę z powodu braku treningów w styczniu. Widocznie tak miało być.

Plan startowy cały czas jest możliwy do zrealizowania, choć szczyt formy przyjdzie nieco później niż pierwotnie planowałem. Co ciekawe, może wtedy już być lato, a lato to zawsze sprawdzian dla mojej silnej woli, która zanika proporcjonalnie do wzrostu temperatury powietrza. Za wcześnie jest jednak, by wysnuwać tak dalekie plany. Przede mną Bochnia i dwa biegi w Poznaniu: 10 km i półmaraton. Na tym się koncentruję, bo te biegi powiedzą mi, w jakim miejscu jestem. Spodziewam się, że jeszcze jakiś czas będę musiał oglądać plecy znajomych, choć doskonale sobie zdaję sprawę, że jeszcze się z nimi ścigać będę. Póki co pokora i skromność, bo nikt tak nie próżnował tej zimy jak ja.

sty 24, 2012

Jest źle

Jeszcze nie rozpocząłem treningów i jestem przez to daleko w tyle za wami. Jeśli nie wyjazd, to choroba i tak w kółko. Może się uda w tym tygodniu zacząć konkretnie i dojść w końcu do jakiejś regularności. Jest ciężko, jestem tym coraz bardziej przybity i stąd pewnie też nie pojawiają się wpisy na blogu. Ma to tylko jeden plus. W tym roku sezon u mnie trwać będzie do początku grudnia. To sprawi, że regeneracja pokryje się ze świętami i stracę w ten sposób mniej czasu na rozpoczęcie kolejnego sezonu. Ale nie o tym teraz mi myśleć, gdy na dobrą sprawę nie rozpoczął się ten. Jest źle!

lis 30, 2011

Falstart musi być

Już niemal zwyczajowo nowy sezon muszę przesunąć w czasie. Rok temu było bodaj lenistwo, tym razem padło na chorobę. Wszystko przygotowałem na 1 grudnia, by znów założyć butki i przed siebie, ale nie! Byłoby zbyt prosto. Cały plan szlag trafia. W ten sposób pobiegam dopiero w poniedziałek, jeśli zdrowie dopisze.

Pisałem już wcześniej, że tym razem pobiegam z planem treningowym. Nie chcąc wymyślać jakichś cudów z głowy, postanowiłem wykorzystać plany z MaratonówPolskich. Pewne modyfikacje na pewno zajdą, ale z grubsza mam się na czym oprzeć. Wychodzi też na to, że wiosną pobiegnę… maraton! Nie chcę, ale muszę – wypadałoby powiedzieć, choć zdaję sobie dobrze sprawę, że łatwiej mi będzie przygotować się do królewskiego dystansu zimą niż wiosną i latem, stąd ta decyzja. Raczej będzie więc Dębno, żeby zmienić klimat z wielkomiejskiego debiutu w Krakowie. Trochę co prawda dawna stolica mnie kusi, bo zwyczajnie lubię to miasto, ale trzeba zwiedzać Polskę.

Postaram się w najbliższym czasie więcej pisać. Przerwa mnie rozleniwiła, ale chciałem całkiem na serio odpocząć od biegania. Nie wchodziłem na portale biegowe; blogi czytałem bez zostawiania komentarzy; z domu wieczorami nie wychodziłem, by nie napotkać przypadkowych biegaczy, którzy swoja aktywnością mogliby mnie złamać i nakłonić do szybszego rozpoczęcia nowego sezonu. Teraz głodny jak wilk lub kanibal na bezludnej wyspie, łaknący nowych ofiar wejdę w nowy sezon, by pokazać Wam plecy na zawodach i śmiać się, gdy grochówki już dla Was nie wystarczy, bo przybiegniecie za późno! Rzucam wyzwanie, bo widzę ostatnio, że cieszycie się z życiówki poprawionej o sekundę, gdy powinniście połykać rekordy minutami. Jednym słowem ciężko pracujcie na treningach i tym razem nie obijajcie się, bo znów będzie na mecie płacz i lament, że słaby wynik i dalekie miejsce.

lis 8, 2011

Drugi sezon za mną

Półmaratonem w Kościanie skończyłem z zawodami w roku 2011. Tym samym zrobiłem sobie przerwę w bieganiu, która potrwa do końca listopada. Wraz z grudniem wznowię treningi i rozpocznę nowy sezon, który mam nadzieję będzie lepszy niż ten miniony. Nim zacznę snuć plany na przyszłość, spróbuję podsumować swoje dokonania w roku 2011.

Było

Cele były jasno określone i jak to często bywa, niektóre zostały osiągnięte, a inne nie. Mimo wszystko z sezonu jestem zadowolony, nawet bardzo. Muszę zresztą przyznać, że określając rok temu wyniki, jakie chciałbym uzyskać, nie byłem świadomy, ile pracy to będzie wymagać.

Nie udało mi się zejść poniżej 20 minut w biegu na 5 km. Taki dystans często biegałem na początku roku w ramach GP Poznania i z każdym biegiem było coraz lepiej. Warunki w tych biegach były różne i tylko bodaj raz idealne do złamania granicy. Zabrakło niestety 50 sekund, co jest dużą ilością sekund na tym dystansie. Przypuszczam, że granica w końcu by pękła, ale później nie miałem już żadnej okazji, by biegać 5 km. Po tych „piątkach”, które zrobiłem, stwierdzam, że wolę dłuższe biegi.

Z tego też pewnie powodu nie było też rewelacji na dystansie 10 km. Najlepszy wynik osiągnąłem na Maniackiej Dziesiątce, kiedy udało mi się zejść poniżej 43 minut. Później już nie było okazji do bicia rekordu, bo każda „dyszka” w drugiej połowie sezonu była przygotowaniem do startów w półmaratonach, które stały się celem nadrzędnym.

Właśnie z półmaratonów jestem najbardziej zadowolony. Długi czas czekałem na pobicie ubiegłorocznego rekordu z Kościana. Najpierw była mizerna Nowa Sól, potem przyzwoity Grodzisk Wielkopolski i trudne Gniezno. W końcu udało mi się urwać minutę z rekordu w Zbąszyniu! Szybko przyszły Szamotuły i kolejne 7 minut do przodu. Była to dla mnie wielka niespodzianka na koniec sezonu, która przywróciła mi wiarę we własne możliwości. Został oczywiście jeszcze Kościan, który przebiegłem znów poniżej 1 godziny i 40 minut oraz z dużym strachem przed kontuzją, która męczy moje kolano.

Nie mógłbym podsumować sezonu bez wspomnienia o debiucie w maratonie. Wybór padł na Kraków, gdzie każdy wynik poniżej 4 godzin brałbym w ciemno. Wynik osiągnąłem i w ten sposób dołączyłem do szacownego grona maratończyków.

Tyle o wynikach, ale przecież biegi to nie wszystko. Nie do końca jestem zadowolony z treningów po czerwcu. Za dużo w nich nieregularności, która przełożyła się na brak poznańskiego maratonu w moim kalendarzu. Muszę przy tym przyznać, że lepiej biegać z planem treningowym niż bez niego, choć jeszcze wiosną pisałem coś innego. Czas to najlepszy nauczyciel, zwłaszcza pokory! Inną sprawą są kontuzje. Najpierw dopadły mnie modzele, które wyleczyłem po kilku miesiącach, teraz za to walczę z kolanem. Jeśli wszystko pójdzie do przodu, to będę więcej dbał o ćwiczenia uzupełniające, odpowiednią rozgrzewkę i rozciąganie po treningu. W ogóle chciałbym w sobie wytrenować nawyk ćwiczeń siłowych, bo w tym roku jakoś mi to marnie szło.

Ten sezon to także multum nowych znajomości. Chciałbym Was wszystkich razem pozdrowić! Mam nadzieję, że często będziemy się widywać na biegach i żaden z nas nie odpuści. Czym byłby bieg, gdybyśmy mieli w nich uczestniczyć samotnie?

Będzie?

Na nowy sezon mam następujące cele:
- jak największa ilość startów w GP Wielkopolski w Półmaratonie,
- starty w biegach na 10 km: Leszno-Grzybowo, Maniacka, Widziszewo, Chyża, Turew, Rakoniewice,
- 2 biegi z cyklu GP Poznania jako przetarcie przed innymi biegami,
- maraton w Poznaniu,
- sztafeta (idealnie, gdyby była w Bochni).

Oczywiście zakładam pobicie jakiejś życiówki. Być może do listy dołączy jakaś ciekawa impreza, ale na dokładną budowę kalendarza przyjdzie jeszcze czas. Chciałbym się zamknąć w 20 biegach, bo tegoroczne 25 startów nieco mnie zmęczyło. Nastawiam się więc przede wszystkim na półmaratony, które lubię najbardziej. Chcę też w końcu pobiec w najbliższym mi maratonie. Liczę też po cichu na jakąś sztafetę ze znajomymi, bo najważniejsza w bieganiu jest zabawa i poznawanie nowych ludzi. „Dyszki” raczej potraktuję po macoszemu, a w GP Poznania raczej będę się przecierał przed innymi wyzwaniami.

Obecnie powoli myślę o sensownym planie treningowym i leczeniu kontuzji. Muszę wyciągnąć wnioski, zminimalizować błędy i mądrze rozpisać wszystko. Mam nadzieję, że przyszły sezon będzie bardziej regularny niż ten. Trzymajcie kciuki!

paź 3, 2011

Podsumowanie września 2011

W ostatnim miesiącu pierwszy raz od czerwca osiągnąłem kilometraż równy liczbie 100. Z jednej strony cieszę się, a z drugiej wracam myślami do początku tego roku, gdzie ten dystans wynosił w okolicach 150 km. Trudno! Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć.

We wrześniu zaliczyłem dwa półmaratony: dość trudny w Gnieźnie i w Zbąszyniu, gdzie pobiłem życiówkę. Reszta to wybiegania w pierwszym zakresie czyli nabijanie kilometrów. Niestety wakacje wyglądały mizernie i trzeba było trochę popracować nad wytrzymałością. O dziwo dopisuje pogoda, bo we wrześniu moglibyśmy się już spodziewać deszczu, a tu ciągle słoneczko. To też sprzyja bieganiu, choć ja nie lubię biegać w słońcu. Dla mnie idealne jest zachmurzenie bez deszczu.

W październiku zaliczę 2 biegi na 10 km i jeden półmaraton (tak właściwie jedną dziesiątkę już zaliczyłem 1 października). Do połowy miesiąca chcę popracować nad szybkością i postawić na interwały. Półmaraton w Szamotułach będzie już ostatnim dzwonkiem przed Kościanem, dlatego chcę przebiec te zawody od początku do końca w jednym tempie bez spinania się na wynik. Mam nadzieję, że tę końcówkę sezonu będę wspominać z uśmiechem na twarzy.

Aha! W mojej akcji „bieganie=pomaganie” udało się już zebrać 56 zł. Wszystkim, którzy do tej pory wpłacili wielkie DZIĘKI! Do końca zostało 44 zł, czyli nie tak wiele. Jeśli chcecie pomóc choremu Tomkowi, to zapraszam!

Strony:123456»

O mnie




Nazywam się Kuba Pudliszewski. Moja przygoda z bieganiem rozpoczęła się w lutym 2010 roku. To niedawna data, która kiedyś, mam nadzieję, wyda się jakże odległa.