Archiwum wpisów kategorii "Dodatki"
kwi 2, 2011

Kijki trekkingowe Rocktrail Aluminium 7075

Dzisiaj będzie nietypowo, gdyż nieco odbiegnę od tematu biegania. Nie będzie to jednak zdrada na tyle poważna, by doszło do rozwodu, bo poruszę temat bliski. Chciałbym dla was opisać kijki trekkingowe lub jeśli ktoś woli kijki do nordic walking Rocktrail. Można było je już kiedyś kupić w sieci marketów Lidl i tak się składa, że będą znów tam dostępne przez najbliższy tydzień.

Kijki trekkingowe są różne. Tanie, dostępne w allegro, które pod cięższym naporem wygną się nieodwracalnie lub drogie, wytrzymałe, w pełni profesjonalne. Rocktrail Aluminium 7075 umiejscowiłbym gdzieś po środku.

Pierwsze wrażenie jest jak najbardziej pozytywne. Kijki są lekkie i wydają się wytrzymałe. Możemy ich trzy teleskopowe segmenty rozsunąć nawet na 135 centymetrów, dzięki czemu przy schodzeniu z dość stromego zbocza nadal zachowujemy komfort użytkowania i samego spaceru. Między górnym i środkowym segmentem producent wkomponował system amortyzujący, który sprawuje się dobrze. Rączki kijków są profilowane, dzięki czemu dobrze się je trzyma, a zbudowane są z gumy i korka. Przy rączkach mamy też szlufki, których długość pętli możemy regulować tak, by nie ocierały nam nadgarstka i nie spadały z rąk. Kijki zakończone są metalowym grotem, na który możemy nałożyć nakładkę przeznaczoną na powierzchnie płaskie (asfalt, chodnik). Przy końcu możemy też wkręcić talerze, usprawniające spacery przy bardzo miękkich podłożach. Do kijków dołączone są trzy spinacze: jeden spinający kijki razem oraz dwa na dodatkowe końcówki i talerze.

Kijków Rocktrail nie miałem okazji przetestować w górach, a tylko w naszej płaskiej Wielkopolsce. Przy normalnym użytkowaniu sprzęt zdaje test w pełni. Śmiało można go polecić wszystkim, którzy chcą uprawiać nordic walking. Na płaskim, przy mniejszych i większych pagórkach nie zauważyłem jakichś problemów. Wystarczy właściwie ustawić długość i spacerować. Ponieważ nie mogłem z nimi się wybrać w góry, poddałem kijki kilku testom wytrzymałościowym. Mogę tylko stwierdzić, że dopiero przy naporze ciała i dajmy na to dodatkowej siły w postaci wbijającego się kolana kijki odginają się, lecz tylko gdy zluzujemy napór kijki wracają do swojej pierwotnej postaci. Myślę, że ich elastyczność jest na stosunkowo dobrym poziomie i pewnie tylko w ekstremalnych warunkach mogą (ale przecież nie muszą) nas zawieść.

Nie jestem profesjonalistą w sprawach trekkingowych i nie mam co do takiego sprzętu wygórowanych wymagań, dlatego ten opis dla niektórych może wydać się wybrakowany. Jeśli natomiast komuś zależy na dobrym sprzęcie do nordic walkingu, spacerów lub wycieczek górskich, to z kijków Rocktrail Aluminium 7075 powinien być zadowolony. Na pewno jest to zdecydowanie lepszy sprzęt niż ten chińskiej produkcji dostępny na Allegro: trwalszy, zbudowany z lepszych surowców, pełny (różne końcówki, regulacje, amortyzacja), umożliwiający dopasowanie do indywidualnych potrzeb, a przy tym ładnie wyglądający. Jeśli dorzucimy do tego niską cenę (69,90 zł), którą oferuje za kijki sieć marketów Lidl, to propozycja wydaje się naprawdę warta przemyślenia.

lis 29, 2010

Rękawiczki Craft Zero Glove Liner

No i przyszedł czas, kiedy to na ulicach naszych miast, ścieżkach parkowych i polnych mamy śnieg. To dla biegacza nie tylko małe utrudnienie, bo trzeba uważać by się nie pośliznąć, ale kolejny sygnał, by odpowiednio się ubrać. Dla mnie, od kiedy tylko pamiętam, największym wyzwaniem w mroźne dni było dobre ocieplenie dłoni. Czas pokazał, że najlepszym sposobem był zakup długich rękawiczek, czyli takich, które zakrywałyby cały nadgarstek i kawałek przedramienia ponad nadgarstkiem. Sam byłem kiedyś zaskoczony, że te 2-3 centymetry zrobią taką różnicę. O ile szukanie takich rękawiczek do użytku codziennego, to nie problem, o tyle znalezienie takowych do biegania nie jest już łatwe. Okazuje się, że tylko (poprawcie, jeśli się mylę) szwedzki Craft ma coś takiego w swojej ofercie.

Craft Zero Glove Line wykonane są z materiału Pro Zero. Kto miał styczność z tym wynalazkiem (ja oprócz rękawiczek mam jeszcze bluzkę wykonaną w tej technologii) ten wie, że jest bardzo przyjemny w dotyku, a przy tym dobrze wentyluje, zapewniając odpowiednią temperaturę. Z pozoru wydaje się on być cienkim materiałem, ale zapewniam was, że to tylko pozory. Materiał jest wytrzymały i na pewno się tak szybko nie rozedrze, bo jest bardzo elastyczny.

Ale jak to wszystko się ma w praktyce?

Temperatura +5 stopni Celsjusza
Lubię mieć ciepłe dłonie, dlatego ubieram rękawiczki Crafta, kiedy na termometrze odczytuję 5 stopni Celsjusza lub mniej. Co się dzieje z dłońmi i rękawiczkami przy tej górnej granicy? Na początku jest dość neutralnie: dłoniom ciepło, a rękawiczki dobrze wentylują. Kiedy organizm zaczyna się „grzać”, a ręce nie są tutaj wyjątkiem (w moim przypadku najczęściej przypada to po 10 minutach biegu), coraz wyraźniej czuć jak dłonie wentyluje powietrze. Jednak im dłużej biegniemy (u mnie to przypada po 10 kilometrze), tym ta wentylacja jest gorsza. Nie znaczy to, że zaczyna nam być zimno w dłonie. One po prostu coraz bardziej się pocą, tak jak i cały organizm poddany wysiłkowi. Domyślam się, że ta gorsza wentylacja jest wynikiem coraz większej ilości potu, z którą rękawiczki muszą sobie poradzić.

Temperatura 0 stopni Celsjusza
Przy temperaturze zerowej jest już nieco inaczej. Rękawiczki nie muszą tylko utrzymywać ciepło, ale ocieplić dłonie i całe szczęście radzą sobie z tym bez problemu. Podczas biegu temperatura dłoni wydaje się być równa. Nie ma większego znaczenia, jak długo biegniemy i to, czy organizm jest niedogrzany lub przegrzany. Materiał Pro Zero świetnie wentyluje dłonie i utrzymuje je w stałym cieple. Nawet gdy dłonie lekko się spocą, to nie ma mowy, byśmy odczuli niebezpieczne spotkaniu spoconego ciała z mroźnym powietrzem. Powiedziałbym, że cały czas między palcami przeciska się przyjemny, lekko chłodny wiaterek.

Temperatura -5 stopni Celsjusza
Przy tej temperaturze początkowo może być nam ciut chłodno w dłonie. Najlepszym na to sposobem jest wysiłek. Kiedy pobiegniemy, ręce szybko się rozgrzeją. Cała reszta wygląda podobnie jak w przypadku biegu w temperaturze 0 stopni Celsjusza. Mroźne powietrze nie przeszkadza, dłonie nadal są ciepłe i nie grozi im widmo skostnienia, nawet gdy się zatrzymamy, by się porozciągać. Grunt to ruch, bo pewnie gdybyśmy przystanęli na 15 minut w jakimś większym bezruchu, to mogłoby się nam i naszym dłoniom zrobić chłodno (nie wiem, sam wolałem tego nie testować).

W niższych temperaturach rękawiczek nie miałem jeszcze okazji przetestować. Oceniam, że nie powinno być problemu z komfortem dłoni w rękawiczkach do -10 stopni Celsjusza. Niżej może się już przydać kolejna warstwa.

Cała reszta
Rękawiczki Craft Zero Glover Liner pierze się bez problemu. Po praniu ich materiał nie zstępuje się, ale też nie rozciąga. Jedyny minus jaki zauważyłem, to lekkie mechacenie się materiału na palcach od wewnętrznej strony. Jest to zapewne wynik lekkiej ścieralności, a przecież czasami musimy się oprzeć o drzewo/ścianę przy rozciąganiu, chwycić to czy tamto, itd. Tego raczej nie da się uniknąć, ale jak już napisałem, efekt ten nie jest jakoś mocno widoczny (używam rękawiczek jakieś 2 miesiące).
Cena za rękawiczki nie jest najniższa – to 89 złotych (w sklepie Natural Born Runners), lecz w zamian otrzymujemy bardzo dobry jakościowo produkt. Osobiście polecam i myślę, że produkt jest warty sumy, jaką musimy za niego zapłacić. A zapłacić możemy kilka złotych mniej. Specjalnie dla Was, czytelników tego bloga, Grzesiek przygotował w swoim sklepie 10%-ową obniżkę. Wystarczy w polu na kod rabatowy wpisać: formatownia. Promocja skończy się o północy z czwartku na piątek. Pospieszcie się, macie tylko 3 dni!

Plusy:
+ długość rękawiczek,
+ przyjemny w dotyku materiału,
+ elastyczność materiału,
+ bardzo dobra wentylacja przy temperaturze 0 stopni Celsjusza lub niższej,
+ wytrzymałość,
+ dobra cena w stosunku do jakości.

Minusy:
- nieco gorsza wentylacja przy dłuższym biegu w plusowych temperaturach,
- lekkie mechacenie się materiału w miejscach kontaktowych z innymi przedmiotami.

O mnie




Nazywam się Kuba Pudliszewski. Moja przygoda z bieganiem rozpoczęła się w lutym 2010 roku. To niedawna data, która kiedyś, mam nadzieję, wyda się jakże odległa.