Treningi z adidas miCoach Pacer
O pierwszych wrażeniach z używania urządzenia już pisałem. Teraz czas na kilka wniosków. Od razu uprzedzam, że w Pacerze nie ustawiłem żadnego planu i używałem go tylko do zbierania informacji z treningów, czyli bawiłem się w tzw. free workouts.
Czujnik serca
To czego nigdy nie mogłem u siebie zmierzyć to praca mojego serca. Z Pacerem zawsze mogę się dowiedzieć, jak tam moja „pompka” pracuje. Dane są zbierane prawidłowo, co widzę na wykresie po treningu (miarowy wzrost w trakcie długich wybiegań bez utraty danych). Sam pasek z czujnikiem przez te kilkanaście treningów trzymał się ciała świetnie, nie ocierał, nie spadał i nie przeszkadzał.
Dystans
Wydaje mi się, że tutaj jest pies pogrzebany dla urządzenia. Mam w Kościanie taką pętelkę 10 km. Dwa razy obiegałem ją z miCoachem i dwa razy dostałem różny wynik: 9,1 km i 9,4 km. Błąd ten jest pewnie wynikiem różnej długości kroku, jaką mogłem mieć na tych dwóch treningach. Na szczęście nie przywiązuję aż tak wielkiej wagi do swojego kilometrażu i 0,5 km różnicy dla mnie nie robi. Innym jednak na pewno to będzie przeszkadzać.
Tempo
Ponieważ z grubsza miCoach Pacer zaniża dystans, to i tempo jest niższe niż w rzeczywistości. Mimo to lubię sprawdzać, jakim tempem biegnę i względem tego przyspieszać bądź zwalniać.
Sensor kroku
Skoro była mowa o długości kroku, to napiszę nieco o sensorze kroku czyli krokomierzu. Jego wadą jest to, że lubi się gubić. Przynajmniej raz na dwa treningi dostaję informacje, że urządzenie zgubiło sygnał czujnika kroku. Po kilkunastu sekundach wraca, ale fakt jest faktem.
Kadencja
Krokomierz mierzy mi kadencję na ok. 150 kroków na minutę, co jest typowym wynikiem dla amatora. Z tego wnioskuję, że ten aspekt liczony jest poprawnie.
Co dalej?
Po tych kilkunastu treningach doszedłem do wniosku, że warto z urządzeniem biegać na tętno. Dystans i tempo zostawiam na razie na boku. Dlatego przetestuję urządzenie jeszcze inaczej. Załaduję plan treningowy na półmaraton i zobaczymy, co z niego wyniknie. 4 treningi w tygodniu do końca sierpnia wg tętna. Czy na jesień będzie życiówka? I czy adidas miCoach Pacer mi w tym pomoże? Pewnie będę wiedział już za dwa tygodnie. Wtedy też zdam relację, jaki sens mają plany treningowe w przypadku urządzenia, o którym tutaj już piszę drugi raz. Bądźcie czujni!
Kurtka Nike Hurricane Vapor Jacket
Nike Hurricane Vapor Jacket to kurtka przeznaczona na wiosenne deszcze i wiatry. Ja miałem to szczęście testować ją już zimą, gdzie spełniała rolę 3-ej warstwy. Im cieplej było za oknem, tym jej przeznaczenie się zmieniało i teraz stanowi praktycznie receptę na niepogodę. Czy wychodzi z tego obronną ręką i czym się charakteryzuje? Przeczytajcie sami.
Kurtka zaskakuje swoją lekkością. W sklepie nie uwierzyłbym, że taki materiał może chronić mnie w czasie burzy i bym jej zwyczajnie nie kupił. A jednak materiał Ripstop Nylon ani razu nie przepuścił wody do niższych warstw, dzięki czemu czułem się względnie sucho. Względnie, bo oczywiście pot zrobił swoje i jakąś tam wilgoć zawsze wyczuwałem, ale jest to osobna sprawa. W trakcie wszystkich 3 treningów w deszczu, ani razu nie przemokłem i to jest fakt najważniejszy.
Trochę gorzej wygląda za to ochrona przed wiatrem. Przy mocnych (zaznaczam: mocnych) podmuchach ziębłem w okolicach brzucha, co mnie trochę irytowało. A muszę przyznać, że nie był to wynik złego dopasowania. Pierwszy raz spotkałem się z wielkością kurtki i długością rękawów, które tak dobrze pasują do mojego ciała – wielki plus dla Nike. Mimo tego ten dyskomfort przy większym wietrze występował i przypuszczam, że to po prostu wina tego nowoczesnego materiału. Całe szczęście, nie był to chłód, który by mnie zaprowadził do łóżka.
Przydatna okazała się za to tylna kieszeń na plecach i myślę, że należy żałować, że nie zaprojektowano też drugiej po przeciwnej stronie. Dwie ułatwiłby równomierne rozstawienie ciężaru, gdyż ta jedna jedyna kieszeń przy większym obciążeniu przypominała o prawach grawitacji i naciągała kurtkę na jedną stronę. Nie jest więc to jakaś wielka wada, ale mogła przeszkadzać. Z drugiej strony, ta jedna kieszeń nie ma być plecakiem. Wystarcza na zapakowanie do niej kluczyków, chusty na głowę oraz komórki czyli całkiem nieźle. Przypuszczam, że podczas biegu zmieści się w niej kilka batoników energetycznych, co przyda się na dłuższe wybiegania.
Praktyczne okazały się też ściągacze przy rękawach i kapturze. Zapewniały odpowiednie dopasowanie do ciała. Kaptur w ten sposób dobrze okalał głowę, dzięki czemu nie zdmuchiwał go wiatr. Te detale często decydują o naszym komfortowym biegu.
Jeszcze jedną wartą spostrzeżenia cechą Nike Hurricane Vapor Jacket jest jej odblaskowość. Wbudowane paski pomagają nam bezpiecznie biegać po zmroku, a przy tym nie psują designu kurtki. Ten z kolei zdał najważniejszy test, czyli podobał się zarówno mnie, jak i mojej dziewczynie. A więc zakładałem na siebie coś ładnego i dobrze skrojonego.
Na koniec chcę zaznaczyć, że kurtka Nike Hurricane Vapor Jacket kosztuje 399 złotych. To bardzo dużo! Ja sam, nawet po tym teście, tej kurtki nie kupiłbym. Po prostu wydaje mi się, że ta cena jest przesadzona, a mnie zwyczajnie na taki luksus nie stać.
Kurtka sama w sobie jest praktyczna i warta polecenia. Bardzo dobrze chroni przed deszczem i jest świetnie dopasowana. Wygląda naprawdę ładnie i cechuje się dobrymi rozwiązaniami. Może trochę zawodzi w wietrzny deszcz, ale nie ma róży bez kolców. Dlatego, jeśli kogoś stać i szuka dobrej kurtki, to Nike spełni swoją rolę. Szkoda tylko, że ta cena wydaje mi się zbyt zaporowa dla większości z nas.
Tym razem zamiast fotek proponuję filmik niemieckiego sklepu Runners Point:
adidas miCoach Pacer – pierwsze wrażenia
W piątek otrzymałem do przetestowania adidas miCoach Pacer, z którym będę biegał przez najbliższy czas, a może o wiele dłużej. Adidas sprytnie określa swoje urządzenie jako elektroniczny osobisty trener biegacza, a ja bardziej przyziemnie napiszę, że to pulsometr i krokomierz w jednym. Dzięki temu możemy w trakcie biegu kontrolować nasz puls, przebytą odległość, czas biegu, tempo i spalone kalorie. Dla mnie bomba, bo jedyne, co wcześniej mogłem kontrolować to czas swojego biegu za pomocą zwykłego zegarka.
adidas miCoach Pacer składa się w praktyce z trzech elementów. Jest to samo urządzenie MiCoach Pacer plus monitor tętna i czujnik kroku. Wszystko zajmuje razem niewiele miejsca i można to przechowywać i przenosić w dołączonym do zestawu materiałowym woreczku. Oczywiście jest też okablowanie i słuchawki, dzięki czemu możemy podłączyć urządzenie do komputera, do odtwarzacza mp3 lub bezpośrednio słuchać poleceń. O wszystkim pomyślano.
Na początku zgodnie z instrukcją podłączyłem urządzenie do komputera, by naładowała się bateria. W trakcie ładowania przygotowałem sobie pasek z monitorem serca i zamontowałem czujnik kroku w moich butach. Zdążyłem też zarejestrować się na stronie urządzenia i skorygować ustawienia pod siebie. Podałem swój wzrost, wagę i zaznaczyłem informacje, które chciałbym słyszeć miłym damskim głosem podczas biegu. Dobrze, że znam angielski, bo nie ma polskich komunikatów głosowych – tutaj pierwszy minus dla urządzenia, bo nie każdy musi być poliglotą.
Następnym krokiem było ściągnięcie programu do synchronizacji urządzenia z komputerem. Jego instalacja i konfiguracja okazała się niezwykle prosta, bo polegała na podaniu e-maila i hasła, jakie podałem podczas rejestracji. W ten sposób urządzenie ściągnęło sobie moje ustawienia i treningi, jakie pospiesznie wybrałem, by przetestować synchronizację miCoach Pacera z komputerem. Wszystko wyszło bez problemu za pomocą jednego kliknięcia.
Po tym testowym zabiegu usunąłem wybrany pospiesznie plan treningowy i zacząłem od podstaw. Ustawiłem sobie ćwiczenie, które miało wyznaczyć moje zakresy tempa i tętna. Bo trzeba przyznać, że miCoach opiera się na czterech strefach, oznaczonych kolorami (niebieska – mały wysiłek, zielona – średni wysiłek, żółta – duży wysiłek, czerwona – maksymalny wysiłek). Oto jakie otrzymałem wyniki po przerobieniu tego ćwiczenia wczoraj:
By być ścisłym podaję tempo dla każdej ze stref:
- strefa niebieska (wszystko do 5:59),
- strefa zielona (od 5:59 do 4:31),
- strefa żółta (od 4:31 do 4:11),
- strefa czerwona (od 4:11 o 3:33).
Wydaje mi się, że nie do końca dobrze wykonałem to ćwiczenie, dlatego chcę je powtórzyć w przyszły poniedziałek. Być może nastąpią tutaj pewne zmiany, a może będzie podobnie
Dziś za to zrobiłem już pierwszy konkretny godzinny trening w zielonej strefie. Ale o tym napiszę następnym razem, gdy omówię, jak ułożyć lub wybrać sobie plan treningowy w miCoach.
Będę testował kurtkę Nike Hurricane Vapor Jacket
Właśnie do mnie dotarła kurtka od Nike, a dokładnie model Hurricane Vapor Jacket. I już żałuję, że z jej testami będę musiał poczekać aż nastaną cieplejsze dni. Pierwsze, co mnie zaskoczyła to jej waga – jest lekka jak piórko! Ponoć to zasługa tkaniny Ripstop Nylon, która ma być bardzo wytrzymała, świetnie chronić przed deszczem i wiatrem oraz nieźle wentylować. I oby tak był! Cieszą w niej płaskie szwy i odblaski. Jeszcze bardziej raduje tylna kieszonka na rupiecie. A już zupełnie zniewala świetne dopasowanie do mojego szczupłego ciała, z czym z reguły jest problem. Tym razem pasuje długość rękawa, długość samej kurtki i regulacje ściągacza oraz kaptura. Nie chcę zapeszać, ale Nike być może odwaliło kawał dobrej roboty. Ale by się upewnić, co do tego, to niestety będę musiał poczekać na jakieś plusowe temperatury. Zaklinajcie więc pogodę, a jak się uda, to odpowiednia recenzja pojawi się na blogu.
Buty Nike Lunarglide+ 3
Nike Lunarglide+ 3 to ostatnia para butów, jaką przyszło mi testować w minionym sezonie. Udało mi się w nich nabiegać niecałe 90 kilometrów w 9 treningach. Na szczęście różnorodność tych treningów pozwala mi na dość rzetelną recenzję i ocenę obuwia.
Przedmiot i charakter testu
Model butów: Nike Lunarglide+ 3
Przebieg: ok. 86 km
Warunki atmosferyczne: temperatury od +4 do +20
Podłoże: asfalt, chodnik, kostka granitowa, drogi gruntowe
Specyfikacja
Buty są przeznaczone dla biegaczy o naturalnej stopie lub lekkich nadpronatorów. Producent chwali się znakomitym dopasowaniem buta do stopy, wysoką amortyzacją (system Lunarlon) i stabilizacją. But jest kompatybilny z system Nike+ i dodatkowo wyposażony w odblaskowe elementy. Można rzecz – raz kolejny marketingowy standard
Pierwsze wrażenie
Na początku buty wydały mi się miękkie, zbyt miękkie. Odnosiłem wrażenie, że noga przez to zostaje w tyle. Szybko jednak zabrałem się za przebieżki i wcale już tak źle nie było, bo szybkość mnie zadowoliła. Stąd uznałem, że buty po prostu bardzo dobrze amortyzują. Drugie, tym razem niemiłe wrażenie, to słaba wentylacja. Zawsze gdy temperatura utrzymywała się w okolicach 15 stopni Celsjusza, stopy pociły się nadmiernie. Z dobrych stron wymienię za to wygodę, dobre i szybkie dopasowanie do stopy oraz naprawdę fajny wygląd.
Wygląd i budowa
Lunarglide+ 3 to pierwsze buty, które spodobały się mojej dziewczynie. I rzeczywiście, mają naprawdę interesujący, nowoczesny wygląd, czym nieco odbiegają od standardu. W oczy rzuca się zieleń podeszwy i niektórych wstawek, co kontrastuje z czarną cholewką i czerwonymi wykończeniami.
But jest dobrze i starannie sklejony. Wątpliwości mogą budzić plastikowe elementy, przez które wplatamy sznurowadła – być może później się pourywają. Zwraca też uwagę charakterystyczna gęsta siateczka. Podeszwa nie posiada głębokich rowków, dzięki czemu nie ma problemu z kamyszkami. Płaskie sznurowadła nie rozwiązują się w niepożądanych momentach. Mamy zatem do czynienia z bardzo dobrym projektem i dobrą realizacją.
Wygoda i zdrowie
Buty szybko dopasowały się do stopy i okazały stosunkowo wygodne. Nic mnie specjalnie nie uwierało. Tylko przy dłuższym wybieganiu doszło do otarcia podeszwy stopy u nasady dużego palca. To mi się w żadnych wcześniejszych butach nigdy nie zdarzyło. Stałym problemem jest też niedostateczna wentylacja stopy przy temperaturach powyżej 15 stopni. Biorąc pod uwagę, że to buty przeznaczone na chłodne dni, to tę usterkę można wybaczyć, choć kto powiedział, że jesień lub wiosna nie mogą być ciepłe?
Szybko, szybciej…
Pierwsze wrażenie powolności prysnęło wraz z przebieżkami. Co więcej, but nagle wydał mi się dość szybki. Prawdziwy chrzest bojowy Nike Lunarglide+ 3 przeszły dopiero w Szamotułach na półmaratonie, gdzie osiągnąłem życiówkę o 7 minut lepszą od poprzedniej. Oczywiście była to zasługa drzemiących we mnie możliwości, ale nie zaprzeczę, że w butach biegło mi się wtedy rewelacyjnie. Niska temperatura i asfalt sprawiły, że obuwie w żaden sposób mi nie przeszkadzało i spokojnie mogłem biec do przodu.
Podsumowanie
Nike odwaliło kawał dobrej roboty. But jest dobrze zbudowany i wykonany. Stopa w nim czuje się komfortowo, jeśli tylko nie jest zbyt gorąco na zewnątrz naszych domów. Ocenę wygody psuje też problem z obtarciami przy dłuższych wybieganiach, choć przypuszczam, że jest to pochodna słabej wentylacji (mokra skarpeta obtarła skórę). Jest więc to bardzo dobry but na chłodną jesień i wiosnę, a pewnie też na bezśnieżną zimę. Trudno powiedzieć, jak buty będą się spisywać w śniegu i na lodzie, ale wątpię by była to jakaś rewelacja. Znacznie lepsze będą kolce
O mnie
- Na blogu jest już mapka niedzielnego biegu, który organizuję wraz z http://t.co/J1xLlpXR w ramach Polska Biega. Ok. 4 km do pokonania :-) >>
- A dzień wcześniej półmaraton w Wilkowicach. Pobiegnę tam treningowo. Dla podtrzymania formy przed Grodziskiem! >>
- Już w niedzielę w Kościanie I Bieg o Robaczywe ;-) Jabłko. Jako organizator zapraszam! >>
- Treningi z miCoach idą coraz lepiej. Nie powiem, żeby było łatwo. Bieganie na tempo męczy :) >>
- Za mną dramatyczny bieg w Trzemesznie, o którym możecie poczytać na blogu! Następne Wilkowice i kolejny półmaraton! >>













